Wszystko zaczęło się od zdjęcia…

W zimny, lutowy poranek siedzieliśmy w zaprzyjaźnionym centrum nurkowym „Heliox” z Katowic i oglądając foty i filmy z ostatnich nurów rozprawialiśmy o planach na nadchodzące tygodnie. Dylemat nurka, który oprócz włażenia do wody ma jeszcze na głowie „normalną” pracę i rodzinkę, jest z reguły jeden: gdzie pojechać żeby szef puścił na urlop, żeby żonka i dzieciaki były zadowolone i żeby jeszcze nie było za daleko. Opcje wydawały się dość ograniczone i nagle projektor wyświetlił to zdjęcie:

Szczęki nam opadły i niemalże jednocześnie wykrzyknęliśmy słynne staropolskie słowa oznaczające absolutny zachwyt. Okazało się, że to bajecznie wyglądające miejsce to nie Karaiby ani Daleki Wschód, ale swojsko kojarząca się Chorwacja. Odbyliśmy szybką konsultację z wujkiem Google, podzwoniliśmy tu i tam i w ciągu kilkunastu minut podjęliśmy decyzję: JEDZIEMY!!!

Od słów do czynów…

Ekipa zebrała się dosłownie w kilka dni. Pozostało jedynie oczekiwać na nadejście majówki, czas cholernie się dłużył, a co gorsza, im bliżej wyjazdu tym gorsze były prognozy: no tak, typowe ludzkie szczęście, jak się zapieprza w robocie to jest lampa, a jak przychodzi wyjechać to ma być burza… Ale postanowiliśmy się tym nie przejmować, w końcu pod wodą i tak nie pada 🙂 Jedną z ostatnich spraw wymagających dogadania była trasa dojazdu. Przy wyjeździe z Dolnego Śląska opcji jest sporo: można jechać przez Pragę i Linz – jest to najkrótsza trasa (ok. 1005 km), ale jednocześnie prowadząca przez dość długie odcinki poza autostradami. Druga możliwość to jazda na Wrocław, potem Kudowę, Mohelnice, Brno, Wiedeń, Graz i dalej przez Ljubljanę. Tą opcję można jeszcze zmodyfikować i jechać A4 do Gliwic, tam zjechać na Gorzyczki, Ostravę i później do Brna i dalej już jak w opcji nr 2. Finalnie, opcja 3 jest dłuższa kilometrowo, ale w sumie krótsza czasowo, bo jest więcej autostrad po drodze. Koszty? Poza kosztami paliwa trzeba wziąć pod uwagę koszty winiet, i tak: czeska winieta na 10 dni to 310 KCs, austriacka na 10 dni to wydatek 8,90 Eur, słoweńska na 7 dni (nie mają 10 dniowych) to 15 Eur (ale już auto typu Renault Trafic to stawka 30 Eur), na koniec opłaty na chorwackich bramkach – w zależności od wyboru drogi można zapłacić od 0 do 38 kun. Paliwo warto zatankować w Polsce na maxa, bo im dalej tym drożej. Ceny, zwłaszcza na stacjach przy autostradzie, mogą dochodzić nawet do 1,5 Euro za litr ropy. Tanio nie jest, ale jadąc na urlop autem wszędzie będziemy mieli do czynienia z tego typu wydatkami – trudno, chciałeś człowieku zmienić klimat? Musisz bulić 😛

Ostatecznie my zdecydowaliśmy się na opcję nr 2 „tam” i opcję nr 3 „z powrotem”. Nigdzie nie staliśmy w korku dłużej niż 15 minut. W sumie najbardziej dały nam się we znaki kręte drogi przed samą Svetą Mariną, od miasta Labin w zasadzie cały czas jest ostro w dół i trzeba uważać żeby nie zagotować hamulców. Ale naprawdę warto, bo po przyjeździe na miejsce okazało się, że miejscówka jest naprawdę godna.

„Croatia’s best campsite 2018”

Pierwsze wrażenie jest takie: Boże, jak tu pięknie i cicho. Fakt, byliśmy w maju więc przed sezonem, ale camping Sveta Marina ma pewną ograniczoną pojemność, co sprawia, że nawet w szczycie wakacyjnym nie będziemy mieli do czynienia z tysiącami turystów. Poza tym przyjeżdża tu pewna określona grupa ludzi poszukująca spokoju i obcowania z naturą – krótko mówiąc, nie znajdziesz tu czarnych BM-ek z dudniącymi basami ani obwieszonych złotem lovelasów – dla nas bomba, bo jakoś nie po drodze nam z fanami disco-disco 😛 Na miejscu oprócz przyczep kampingowych i domków wakacyjnych są dwa baseny – jeden przy barze, wpleciony w przybrzeżne skały, drugi w głębi campingu, przeznaczony dla dzieci (woda do kolan, zjeżdżalnia, obok plac zabaw). Basen przy barze z pewnej perspektywy wygląda nieziemsko, dosłownie jakby łączył się z morzem – wrażenie jest niesamowite. Ponadto jest restauracja, w której oprócz dobrego jedzenia (śniadania, obiady, kolacje) można pobawić się przy muzyce na żywo. Jest również piekarnia, kiosk, i czyściutkie sanitariaty. Widać, że inwestor stawia na komfort gości. Całość uzupełniają wygodne leżaki, parasole, ławeczki i miejsca do grillowania (praktycznie każdy slot na przyczepę lub namiot ma swój grill). Jednym słowem: full wypas.

 A co dla nurków?

Spokojnie, wielbiciele podwodnych przygód znajdą mnóstwo atrakcji dla siebie. Po pierwsze – jest to jedno z niewielu miejsc, gdzie dosłownie wchodząc do wody z plaży możemy po kilku minutach osiągnąć głębokość 50m, a nawet więcej. Dodatkowo, wejść do wody jest kilka i każde oferuje różnego rodzaju atrakcje – wchodząc z głównych plaż możemy podziwiać ściany skalne i łapać głębokości wspomniane powyżej. Wejście z terenu przystani oferuje doskonałe warunki do treningu – jest dość płytko, a pod wodą jest mnóstwo ciekawych rzeczy do obejrzenia – idealne miejsce na intro. Baza nurkowa znajdująca się na terenie campingu oferuje praktycznie całodzienny serwis: można nabić butle, dokonać drobnych napraw, kupić gadżety czy wypożyczyć sprzęt. Jest także miejsce do prowadzenia wykładów. Osobom, które będą chciały pozwiedzać nie tylko bezpośrednie sąsiedztwo plaż polecam wypłynięcia na lokalne podwodne atrakcje takie jak Grota Nicolai’a, Felsentor czy wrak Lina. Ceny wycieczek w zależności od odległości kształtują się od 100 do 300 Kun. Najdroższe są wypłynięcia na dalekie, głębokie wraki takie, jak np. Vis, ale na taką wycieczkę zostaną zapisani tylko Ci posiadający odpowiednie kwity (min. Trimix do 60m). Cena powietrza to 5 kun za litr jeśli kupi się pakiet 6 nabić. Bez pakietu cena wynosi 6 kun za litr. Sama operacja nabijania przebiega sprawnie i bez kolejek, baza nurkowa ma kilkanaście banków zasilanych przez dwa potężne kompresory Coltri. Oprócz powietrza baza nabija również nitrox do 40% O2. Nurkowie trimixowi muszą zamawiać gazy z odpowiednim wyprzedzeniem, bo na miejscu nie ma banków z tlenem (nitrox jest produkowany metodą odwróconej osmozy). Niestety nie wiemy jaka jest cena gazu przy takim zamówieniu. Aha, cena za dzień nurkowy to 20 kun na głowę i jeśli np. nurkujesz 5 dni to każdego dnia będziesz lżejszy lub lżejsza o tą kwotę. Podsumowując, wypłynięcie na wrak Lina to koszt: 20 kun (opłata dzienna) + 180 kun (opłata za rejs) + 144 kuny (opłata za nabicie twina 2x12l) – robi się okrągła sumka, ale wspomnienia są warte tych pieniędzy.

Łyżka dziegciu…

Ceny… Chorwacja robi się po prostu droga. Przykładowe ceny towarów i usług, które zastaliśmy na miejscu:

Kulka lodów 7 kun, piwo lane 25 kun, piwo markowe z butelki 25-35 kun, sok 20-25 kun, obiad od 50 do nawet 300 kun na osobę, drink „soft” od 40 kun w górę, niestety w okolicy nie ma wyboru sklepów czy restauracji i to sprawia, że „lokalsi” korzystają z monopolu i windują ceny, camping jest położony na odległej części cypla i najbliższe miasto (Labin) znajduje się w odległości ok. 10-12 km. Raz na jakiś czas można wyskoczyć na zakupy do Lidla, ale częściej pewnie byłoby to uciążliwe.

Cena apartamentu to ok. 85 euro za pokoje dla 6 osób / dzień, mniejsze pokoje dla 2-3 osób to wydatek rzędu 50 euro za dzień – w sezonie na pewno będzie drożej.

Podsumowanie

Absolutnie „must have” w portfolio nurka rekreacyjnego czy technicznego. Miejsce fantastycznie położone, dające możliwość ponurkowania i odpoczywania, doskonale wyposażone i przyjazne dla turystów wszelkiej maści. My podczas 6 dniowego pobytu wykonaliśmy 8 nurkowań i praktycznie wszystkie były poza granicę 40 metrów. Wizura dobra, i z każdym dniem poprawiająca się. Na pewno tam wrócimy, bo mimo dość wysokich cen, Sveta Marina przyciąga swoim niepowtarzalnym klimatem, lazurową wodą i śpiewem ptaków o poranku. Do zobaczenia!